Dziwaki i dziwolągi to moi ulubieni bohaterowie, czyli jakie filmy warto obejrzeć w czasie wakacji według Dominika

Propozycja pierwsza -„What We Do In The Shadows”(Co robimy w ukryciu)

Reżysera Taiki Waititi odkryłem dość niedawno, czekając na „Thor: Ragnarok”. Sam zwiastun pokazywał nam kompletnie inne spojrzenie na Thora, co zachęciło mnie do poznania jego poprzednich filmów.

W miejskiej bibliotece znalazłem „Co robimy w ukryciu”. Film Waititiego jest tzw. „mockumentary”, czyli udającym dokument. Opowiada on o czwórce wampirów mieszkających w Nowej Zelandii. Obserwujemy ich codzienne życie – trzymanie się rozkładu prac domowych, szukanie ofiar do zjedzenia, próby dostania się do nocnych klubów.

Grający aktorzy mają pomiędzy sobą taką chemię, że czuje się, jakbyśmy weszli do ich domu. Viago – grany przez samego Taike – jest dandysem z XVII w. Próbuje utrzymać w domu czystość i porządek. Vladislav (Jemaine Clement) był za to łowcą czarownic, które nabijał na pal. Petyr (Ben Fransham) jest klasycznym, bladolicym wampirem ze szpiczastymi uszami, siedzącym cały czas w piwnicy.  Ostatnim  i najmłodszym z nich jest Deacon, grany przez Jonna Brugh. Jako stereotypowy „nastolatek”, chce więcej luzu i polowań na ludzi w nocy.

Film jest pełen nawiązań do „klasyki wampirowej” – np. Petyr  jest jakby żywcem wyciągnięty prosto z filmu o Nosferatu. Całym sercem polecam ten film, jak również inne dzieła Taiki Waititi.

Propozycja druga – „Hellboy”

O Guillermo Del Toro mogliście usłyszeć przy dwóch okazjach – oglądając „Labirynt Fauna”, film uznany za klasykę gatunku albo oglądając oskarowy „Kształt wody”. Jednak jeszcze przed „Labiryntem..”, w 2004 roku, reżyser nakręcił „Hellboya”, adaptację kultowego komiksu stworzonego przez Mike’a Mignole.

W filmie poznajemy historię piekielnego pomiotu przyzwanego przez Rasputina w celu wygrania wojny przez nazistów. W ostatniej chwili amerykańscy żołnierze atakują miejsce kultu, a profesor Trevor Bruttenholm zabiera chłopca ze sobą i wychowuje jak syna. Właściwą fabułę zaczynamy kilkadziesiąt lat później, gdzie doświadczony już Hellboy (idealnie obsadzony Ron Perlaman) wraz z czarodziejką Liz Sherman i stworzeniem o imieniu Abe Sapien (który wygląda jak skrzyżowanie człowieka z rybą) poluje na potwory dla organizacji rządowej. Kiedy Rasputin wraca do żywych, próbuje zmusić Hellboya do spowodowania zagłady świata. Scenariusz jest dobrze napisany. Jest wiele momentów akcji i chwile, w których głębiej poznajemy postacie.

Przez cały film przewijają się miejsca, które aż ociekają stylistyką Del Toro – siedziba organizacji, kanały, uliczki miasta czy miejsce akcji finału. Tworzy to z postaciami niepowtarzalny klimat całego filmu. Jeśli obejrzałeś już pierwszą część, polubiłeś postaci i chciałbyś do nich wrócić, obejrzyj część 2 – „Hellboy i Złota Armia”!

Recenzował Dominik Makowski

Jako nastolatek nie byłem grzeczny… – twierdzi Dyrektor XVI Liceum Ogólnokształcącego mgr Maciej Grenda

Przeprowadziłyśmy wywiad z Panem Dyrektorem Maciejem Grendą

Panie Dyrektorze, co zdecydowało o wyborze zawodu?

Zawsze miałem styczność ze sportem. Od pierwszej klasy podstawówki poprzez technikum, a następnie pięcioletnie studia na AWF-ie. Łącznie 18 lat związanych ze sportem. Ścieżka kariery była jednoznaczna. Chciałem zostać nauczycielem wychowania fizycznego.

Jak wyglądała Pana droga zawodowa od nauczyciela wychowania fizycznego do dyrektora?

Droga była bardzo krótka. Poprzednia dyrekcja w związku z reformą oświaty i wygaszaniem gimnazjum zakończyła swoją kadencję. Stanęliśmy przed wyborem, czy dyrektorem będzie ktoś z naszego grona, czy ktoś z zewnątrz. Wspólnie zdecydowaliśmy, że nikt nie zna placówki tak dobrze, jak my. W związku z tym wystartowałem w konkursie na dyrektora . Wygrałem i objąłem funkcję dyrektora XVI Liceum Ogólnokształcącego. Placówka od 16 lat jest moim drugim domem.

Czy narzeka Pan na swoją pensję?

Nie, uważam że pensja nauczyciela w Polsce jest dobra. Oczywiście, każdy chciałby więcej.  Nauczyciel zawsze ma możliwość dorobienia pieniędzy do pensji, jak każdy człowiek.

Czym zajmuje się Pan poza pracą?

Moim hobby jest żużel. Jestem fanem Speedway’a – Żużlowej Ligi Świata. Nie wiem, czy wiecie, ale tuż po ostatnim festynie pojechałem na Stadion Narodowy, by kibicować naszym wspaniałym zawodnikom.

Jak Pan spędza wolny czas?

Mam go bardzo mało. Weekendowo korzystam z relaksu w ogródku, czytam książki, grilluję. Lubię zajmować się roślinami i je pielęgnować.

Ulubiona potrawa?

Jestem kucharzem! Trudno mi powiedzieć, co jest moim ulubionym daniem. Gdybym już musiał wybrać, to będzie to polędwica  w sosie koniakowo-pieprzowym.

Nauczył się Pan gotować dzięki rodzicom?

Zdecydowanie jestem samoukiem. W wieku 19 lat wyjechałem z Gorzowa, z którego pochodzę. Musiałem sam nauczyć się gotować. Z czasem  stało się to również moją pasją. Żona  dzięki temu zakochała się we mnie i tak jest do dnia dzisiejszego.

Był Pan grzecznym nastolatkiem?

Mówiąc prawdę, to nie. Uczyłem się w technikum elektrycznym, gdzie w klasie było 30 chłopców. Testosteron często brał górę, więc nie mogę powiedzieć, że byłem grzeczny. Już teraz wiecie, dlaczego jestem tak wyrozumiały w stosunku do Was.

Chociaż 2 grzeszki z czasów młodości…

Dwa grzeszki,  hmm… Często wagarowaliśmy, szczególnie na przedmiotach technicznych, za którymi niezbyt przepadałem. A drugi grzech to fakt, że uwielbiałem wycieczki klasowe i to powinno Wam wystarczyć.

A jakie przedmioty lubił Pan w szkole?

Chemia, fizyka, matematyka, wszystkie ścisłe. Nawet startowałem w olimpiadach przedmiotowych. Byłem finalistą z chemii, co później ułatwiło mi skończenie studiów z wysokim wynikiem.

Kto jest Pana największym idolem i dlaczego?

Zdecydowanie moja żona Agata. Zawsze ma wszystko zaplanowane od A do Z. Jest uporządkowana, perfekcyjna w tym, co robi. Zawsze mogę na niej polegać. Ze mną bywa różnie. Często w natłoku obowiązków o czymś zapominam.

Która kobieta według Pana wstrząsnęła światem?

Ze współczesnych kobiet to Margaret Thatcher. Uważam, że zmieniła ona świat. Doceniam również rolę królowej Elżbiety –  90 letnia kobieta, która świetnie zarządza swoim krajem, mając przy tym wielki szacunek wśród Brytyjczyków. To jest wyczyn!

Pana sposób na romantyczną randkę?

Jestem domatorem, więc jeżeli mamy okazję z żoną spędzić wspólnie czas, to robimy romantyczną kolację na naszym tarasie ogrodowym. Z racji, że ja lubię gotować, a moja żona lubi jeść moje potrawy, oboje możemy zrealizować swoje pragnienia podczas romantycznej kolacji.

Dokąd chce Pan się udać na wakacje?

Razem z żoną planujemy odwiedzić Portugalię – Lizbonę i Porto, chociaż jej marzeniem była Skandynawia. Wspólnie w przyszłości planujemy zwiedzić też Nowy Jork i Zanzibar.

Gdyby mógł Pan zostawić sobie tylko jedno wspomnienie, to co by to było?

Tylko jedno? Bycie przy narodzinach mojej córki.

Za co Pan lubi „Szesnastkę”?

Przede wszystkim za cudowną młodzież. Lubię moich współpracowników, którzy uczą Was z pasją, chcą rozwijać tę szkołę, bo widzą w niej potencjał. Jesteśmy jedynym liceum w województwie zachodniopomorskim, które przekształciło się z gimnazjum. Nie jest nam łatwo. Ludzie w Szczecinie są tradycjonalistami, więc jako nowej szkole trudno nam się przebić. Mamy jednak pomysły i wizję, jak ta szkoła będzie wyglądać za parę lat, więc wierzymy w nasz sukces.

Ten sukces to Pana wizja?

Ja jestem tylko głową, mam również swoich współpracowników, m.in. Panią wicedyrektor mgr Agnieszkę  Kurdel, która jest moją szyją.  Mam pomysł na nasze liceum,  jednak nie jestem w stanie zrobić tego sam. To jak wygląda nasza szkoła jest zasługą wszystkich pracujących nauczycieli, pracowników administracji i obsługi.

Życzymy zatem spełnienia każdej szalonej wizji!

Dziękuję, serdecznie pozdrawiam wszystkich pracowników i uczniów. Życzę udanych, gorących, kreatywnych wakacji!

 

Rozmowę przeprowadziła Sylwia Marczak i Stella Roszak

 

Za co kocham pisanie?

Za co kocham pisanie?   Za siłę i moc.

Słowa, nie mając ciała i nie będąc jakąkolwiek formą życia, mają potężną moc.

Ich siła potrafi złamać serce, pokonać najdzielniejsze stworzenie świata, wręcz zabić. Słowami jednak też okazujemy miłość, która daje radość i przywraca życie.

Za co kocham pisanie?  Za wrażliwość emocjonalną.

Każdy, kto pisze, wie, że wszystkie zdania i słowa w każdym wersie wypływają prosto z serca i zmieniają człowieka już na zawsze, i nie da się pisząc, pozostać wciąż tą samą osobą. Inaczej  to, co robimy, nie wypływa z miłości czy też z wrażliwości, ponieważ piszemy całą swą osobą i każdą najmniejszą cząstką naszej duszy.

Za co kocham pisanie? Za uczenie pokonywania trudności.

Nie jest łatwo układać piękne zdania czy tworzyć cudowne słowa opasane wstęgą uczuć, to wcale  nie wypływa ot tak, to nie jest talent, czy też przypadek, ponieważ pisanie jest sztuką piękną i niezłomną, lecz wymagająca cierpliwości, wytrwałości i wielkiego poświęcenia, ciężkiej pracy, za którą kryją się tysiące błędnie ułożonych słów czy też wielogodzinne poprawki pierwszych, trzech linijek.

Jest też wiele dni, kiedy chciałbyś zrezygnować, porzucić to wszystko, tę poezję, obserwację i każde zapisane słowo w wierszu, lecz wkrótce odkrywasz , że pisanie stało się dla ciebie jak tlen i potrzebujesz nim oddychać, a wtedy zdajesz sobie sprawę, że to właśnie znaczy to słynne „być” pisarzem, czy też poetą.

Za co kocham pisanie? Za tworzenie nowych światów.

Pisarze muszą być silni, naprawdę bardzo silni. Nie jest to łatwe, potrzeba odwagi, aby pokazać swoj duszę, w której są utkwione słowa. Ci wszyscy ludzie są inni, wyjątkowi, na pewien sposób, a zarazem wewnętrznie ze sobą sprzeczni, co niekiedy wpływa na opinie ludzi i to w bardzo niesprawiedliwy i krzywdzący sposób. Pisarz jest świetnym obserwatorem i potrafi słuchać (nawet ciszy) oraz dostrzegać najmniejsze rzeczy. Potrafi zauważyć w kropli deszczu –  morze, wielkie morze łez lub krystaliczną postać nieba… To wielka wyobraźnia, to własny  odrębny świat…

Moim ulubionym poetą jest Edward Stachura. Mówi on często o „wędrówce”. Każdy człowiek wrażliwy na słowa jest wytrawnym poszukiwaczem. Wędruje sam w pogoni za prawdą, za dobrem, za jasnością. Idzie naprzód i obserwuje ten świat, a potem „tworzy” go w swojej poezji.

Edward Stachura stworzył niezwykłe i cudowne dzieła, które są dla mnie wielką inspiracją, tak jak i niesamowita historia jego życia, opleciona muzyką, poezją, Francją oraz przyrodą. Jednak jego „koniec” poświadczył tylko to, że był artystą,  niezwykłym  człowiekiem, który niestety się poddał. Co  jednak właściwie znaczy stworzyć coś pięknego, tak jak on? Zawsze wiedziałam, że takie utwory są bardzo osobiste, naznaczone i napełnione ludzkimi uczuciami. Są prawdziwe i wzruszają do granic  pojęcia,  pozostawiają po sobie pewne ślady, które zostają już z nami na zawsze. Umieją to zrobić tylko mędrcy, ludzie wielcy duchem. Dla mnie kimś takim jest Stachura.

Wiele mi brakuje do bycia pisarką i wciąż się uczę. Pomimo, że robię to już od pięciu, czy też sześciu lat, każdego dnia nabywam coraz większych umiejętności, gdyż jest to ciężka praca. Pisarz nie może się poddać i musi walczyć o siebie i swoją twórczość, a dopóki to robi, to nie staje na przegranej pozycji. Do tego potrzebna jest wytrwałość, chęć uczenia się oraz nadzieja na osiągniecie celu.  Wiem, że dam radę napisać kiedyś wielkie i cudowne dzieło, które poznają inni ludzie. Nie jest łatwo pisać, jak już mówiłam, ale dla mnie to jest życie. Kocham to i nie przestanę tego robić, ponieważ to jest mój cel na Ziemi. Słowem możemy uczyć innych, uszczęśliwiać oraz dawać wskazówki dotyczące tej długiej, ludzkiej wędrówki.

Natalka G.

Wyobraź sobie, że jesteś… muchą…

Wyobraź sobie, że jesteś… muchą…  Co czujesz? Co Cię interesuje? Czym się zachwycasz? Czy myślisz o śmierci?

„Jestem Muchą”

          Jestem Muchą. Żyję już kilka dni. Niedługo umrę…

Jak się czuję, pytasz? Pełna życia! Albo strachu. Czym są emocje? Dlaczego je czujemy? Co spotka mnie po śmierci? Reinkarnacja czy niebo?  A może coś zupełnie innego?

Boję się… Latam w kółko przy jakimś drzewie w parku. Co jest ze mną nie tak? To chyba z nerwów. Gdybym była człowiekiem, pewnie  w tej chwili popłakałabym się ze strachu.

 

Kocham być Muchą. To życie jest takie proste. Wiem, że niedługo się skończy. Czuję to. Jestem przerażona do granic możliwości. Kiedy to się stanie? Jak? Gdzie? Dlaczego? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Powinnam zmienić trasę przelotu. Ciągłe robienie kółek źle się skończy dla mnie. Przelatuję kilka razy park wzdłuż i wszerz. Widzę szczęśliwych ludzi, którzy spędzają razem czas. Biegające psy bawiące się z właścicielami. Ptaki latające i śpiewające. Robactwo żyjące w glebie. Słońce świeci. Rośliny żyją.

Czy warto się martwić, co przyniesie jutro? Śmierć czy owocne życie? Nie chcę o tym myśleć. Tak. Boję się, ale to wszystko,  nie jest warte moich nerwów. Co się stanie, to się stanie. Żyję dzisiaj. Jutro? Nie mam pojęcia, ale będę żyć chwilą!

Leila Mazgoła

„Do serca przytul psa…”

Każdy z nas uwielbia zwierzęta. Są kochane i lojalne. Przeprowadziliśmy wywiady w klasie 2a dotyczące właśnie naszych pupili. Okazało się, że 3/4 osób z klasy ma psa,  ok. 15% – kota, a 10% – inne zwierzątko. Każdy z nas wyrażał się bardzo ciepło o swoim zwierzęciu.

Sami zobaczcie. 🙂

– Za co lubisz swoje zwierzę?

– Za to, że dzięki nim mogę miło spędzić czas i za to, że są słodkie.

– Za to, że jest przy mnie.

– Za to że jest taka kochana!

– Za to, że są przy mnie niezależnie od sytuacji. Mam wrażenie, że gdyby wszyscy się ode mnie odwrócili, Mruczysław i Księżniczka zastałyby ze mną.

– Za całokształt. Samo spojrzenie na ich kolorowe piórka oraz czerwone policzki sprawia, że od razu mam lepszy humor.

– Lubię moje psiaki, ponieważ dzięki różnicom (zwadom, tarmoszeniu bez powodu) między nimi, nigdy się nie nudzę.

– Imiona naszych pupili są bardzo oryginalne. Jak się nazywają?

Gucio, Leo, Norbert, Candy, Mruczysław, Księżniczka, Jowita, Sisi, Lola, Stefan, Mela, Suzi, Megi, Balbina, Dina, Milka, Libra, Pimpek, Frida.

 

– Każdy z nas ma jakąś ciekawą historyjkę związaną z nimi. Opowiedz ją.

 – Dobrze pamiętam, jak pewnego razu postanowiłam kupić im laser, bo słyszałam, że koty lubią się bawić takimi rzeczami. Niestety, moje koty chyba nie były gotowe na taką rozrywkę, bo Mruczysław przebiegł się po ścianie, zostawiając ślady pazurów na tapecie, a Księżniczka z rozbiegu wpadła w drzwi od szafy.(Julia Łuniewska)

– Ostatnio  podczas spaceru Lola wystraszyła się psa dwa razy mniejszego od siebie i uciekała przed nim. Razem z właścicielem drugiego zwierzęcia musieliśmy za nimi biegać. (Natalia Bogucka)

– Gdy Megi była u mojej babci, drzwi do mieszkania przez chwilę były uchylone. Pies postanowił uciec do sąsiadki, ponieważ lokatorka z naprzeciwka dopiero co wróciła ze sklepu, gdzie kupiła kiełbasę. Pies wyczuł zapach kiełbasy, pobiegł do sąsiadki i skacząc na nią, pobrudził jej białą spódnicę, w którą była ubrana. (Ala Doruch)

-Gdy wyszłyśmy z mamą, bardzo bałyśmy się o Melę. Po raz pierwszy została sama w domu z Suzy, która jeszcze jej nie znała. Po powrocie, zaczęłyśmy szukać Meli, ale nigdzie nie mogłyśmy jej znaleźć. Kiedy wreszcie zrezygnowane zajrzałyśmy pod kanapę, nie mogłyśmy uwierzyć własnym oczom. Otóż nasze suczki spały tam, wtulone w siebie nawzajem. (Natalia Jarosz)

– Może nie jest to śmieszna historia, ale pamiętam to do dziś. Gdy byłam z Milką – moją suczką w ogrodzie, ona zauważyła kota na drzewie. Przeskoczyła przez niskie ogrodzenie i odbijając się łapami od drzewa, by złapać równowagę, skoczyła na dość wąski i wysoki betonowy mur, i zaczęła „wspinać się” na drzewo, próbując złapać kota. (Agata Chaińska)

– W jaki sposób dbasz o swojego ulubieńca/ swoich ulubieńców?

– Karmię je, wychodzę na spacery, myje, czeszę i bawię się z nimi.

– Chodzę z nim do weterynarza, co pół roku na szczepienia oraz 3 razy dziennie na spacery.

– Codziennie wychodzę z nią na spacery, robię jedzenie. Często też sprawdzam, czy ma co pić i w każdej wolnej chwili bawię się z nią.

– Jak wiadomo persy należy często czesać oraz kąpać. Nie należy zaniedbywać tych czynności, bo ich sierść może się sfilcować… Sfinksy natomiast nie mają sierści, jednak ciągle się pocą. Z tego powodu powinno się przecierać je wilgotnymi chusteczkami dla dzieci. Jeśli są narażone na zimną temperaturę, należy ubrać je w miękkie ubranka. Poza tym, to oczywiście zapewniam im jedzenie, picie, zabawę i opiekę weterynaryjną.

– Czego twoje zwierzaki cię nauczyły? Co dzięki nim zyskałeś?

– Nauczyły mnie odpowiedzialności, posłuszeństwa, czułości i cierpliwości.

– Zawdzięczam im praktycznie wszystko.

– Wydaje mi się, że nauczyły mnie cierpliwości i odpowiedzialności.

– Myślę, że Lola przede wszystkim nauczyła mnie cierpliwości i miłości, pomimo wad.

– Megi nauczyła mnie odpowiedzialności, za co jestem jej wdzięczna.

– Nauczyły mnie ważnej umiejętności- sprzątania. Ponadto zawdzięczam im pomoc w rozwinięciu u mnie cierpliwości.

– Nauczyła mnie systematyczności.

-Nauczyła mnie kochać.

– Nauczył mnie odpowiedzialności.

Podsumowując, zdecydowanie możemy stwierdzić, że każdy z nas kocha zwierzęta, niezależnie od tego czy posiada małego czy też dużego psa lub nawet wtedy, kiedy bawi się z pająkiem.

Całość opracowały: Monika Kozłowska i Natalia Turek

Materiału do tekstu dostarczyli uczniowie klasy 2a.

Dorastanie

Każdy ma swoja opowieść.

Każdy z nas ma swoją własną historię, w której jest  głównym aktorem  i codziennie tworzy nową, niezagraną dotychczas opowieść.

Życie jako wybór drogi.

Jako dzieci jesteśmy początkowo trochę mniej świadomi wszystkiego i być może właśnie to sprawia, że potrafimy dostrzegać najmniejsze rzeczy i czerpać z nich radość, a jednocześnie mamy nadzieję i wiarę w to, że nam się uda. Nadchodzi czas, kiedy musimy wybrać swoją drogę, ścieżkę i kierunek. Każdy z nas,  mimo tak słabej kondycji,  musi się zmierzyć, a potem pokonać pierwsze przeszkody, a nawet wysokie góry…

Życie to pokonywanie przeszkód.

Trudno jest nam dorastać i iść  przez życie po prostu, nie znając jeszcze tej ziemi, po której musimy stąpać. Nikt nas nie nauczy, jak wydostać się z wielkiego , głębokiego oceanu łez, w którym po prostu każdy z nas płynie nieświadomie, a czasem  swobodnie zanurza się coraz głębiej… Nie potrafimy sami znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania. Nie potrafimy sami znaleźć odpowiedzi, które pomogłyby nam trafić na radośniejsze, spokojniejsze wody. Nie potrafimy rozróżnić światła i ciemności, i nie zastanawiamy się nad tym, że zmierzch może przybrać pozory ranka i nas oszukać… Nie odnajdujemy  się w tym wszystkim i dlatego się gubimy już na samym początku, nie wiedząc, dokąd zmierzamy, a dokąd możemy dojść, błądząc.  Zachowujemy się zupełnie tak jak zbłąkane owieczki, które szukają swego pasterza i pogrążamy się jeszcze bardziej w rzece cierpienia…

Życie jest wędrówką.

Całe nasze życie jest wędrówką.

Czy nie warto odnaleźć w sobie jasności, która wszystko przezwycięży? Czy płomień świecy jest tylko efektem zwykłego żaru?  Sadzę, że  to coś dużo głębszego niż może  się nam wydawać. To niewielkie światło łączy ludzi i tworzy piękno, dzięki któremu stajemy się bardziej ludzcy…

Ja, jako młody wędrowiec, często słyszałam, że ta podróż  dla niektórych jest pustką, gdyż nie ma obok nich nikogo bliskiego.  Sądzę, że to nieprawda, gdyż nigdy nie pozostajemy samotni i wie o tym każdy mędrzec.

Życie jest miłością.

Ludzie jednak zapominają o tym, że człowiek nie jest tylko zwykłą materią, a świat to nie tylko próżnia. Świat jest miłością, a bez niej nie byłoby nic, wszystko pomarłoby… Myślę, że zmierzanie ku miłości jest najpiękniejszą ze wszystkich ścieżek tego świata. Pokochaj każdą najmniejszą rzecz na tym świecie,  zaczynając od wschodzącego słońca, a kończąc na niewielkim, złotawym  kłosie zboża… Czyż człowiek nie został stworzony po to, aby kochać innych?

Uważam, że ten, kto kocha, musi posiadać piękną duszę , być bardzo silny i jednocześnie dobry.  Niektórzy jednak dorastają  z doświadczeniem bólu i pogardy, a nie mając w sobie zbyt wiele siły, aby walczyć, nie wierzą w siebie i radość płynąca z życia…

Jak drogę wybierzesz?

Tylko od nas zależy, którędy i dokąd pójdziemy, ale musimy pamiętać o tym, że wszystko, co robimy, jest tylko i wyłącznie naszą winą i nie możemy o to posądzać gwiazd i nieba, ponieważ  to my decydujemy o naszej historii, którą sami tworzymy.

Przesłanie

Drogi czytelniku!  Zastanów się, zanim będzie za późno,  nad tym, dokąd zmierzasz…

Dywagowała: Natalia G.

Rysowały: Natalia Ch., Maja K., Julia O.

 

Konkurs na reklamę szkolną rozstrzygnięty!

 

Miesiąc temu blog szkolny –  www.szesnastkawtoku.pl  ogłosił  konkurs na reklamę szkoły!

Uczniowie mieli za zadanie wykonać zdjęcie eksponujące napis:

 

O zwycięstwie w konkursie  mogli zdecydowali poprzez komentarze wszyscy zainteresowani tematem.

Oto wyniki!

                       I MIEJSCE – ŁUCJA MALAK, KL. 3D i PATRYCJA ŁUŻYŃSKA (ZSO nr 3) –                    32 głosy

II MIEJSCE – GABRIELA KLUZ, WIKTOR WOŹNIAK, DAWID SOKOŁOWSKI, KL. 3A –           

 19 głosów

                                              III MIEJSCE – DANIEL BALEWSKI, KL. 3D –                                                      8 głosów

 DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM UCZESTNIKOM! 

 

Konkurs na reklamę szkolną!

Uwaga! Uwaga! Konkurs!

Chcemy zaprezentować  reklamy szkoły przygotowane przez uczniów.

Reklama miała zawierać w sobie hasło :              

Poza tym miała zawierać wizerunki samych uczniów lub stanowić dowolną interpretację tematu, ciekawą graficznie. Po wstępnej selekcji prezentujemy  wybrane zdjęcia.:)

Jeżeli któreś ze zdjęć Wam się podoba, to w komentarzach wpisujcie numery tych zdjęć i dawajcie im  SERDUSZKA.

Te zdjęcia, które otrzymają największą ilość serduszek, wygrają!

Zdjęcie nr 1

Zdjęcie nr 2 i 3

Zdjęcie nr 4

Zdjęcie nr 5

Zdjęcie nr 6

Zdjęcia nr 7 i 8

Zdjęcie nr 9

Zdjęcie nr 10

Zdjęcie nr 11

Czekamy na wasze komentarze!

Redakcja Szkolnego Bloga „Szesnastka w toku”

Jacy jesteśmy? Co nas interesuje i co nas intryguje? Co jest naszą pasją?

Taniec – moja pasja

Moją przygodę z tańcem zaczęłam już w przedszkolu, kiedy poszłam na moje pierwsze zajęcia do szkoły tańca. Od dziecka uwielbiałam tańczyć i sprawiało mi to wielką przyjemność. Taniec jest dla mnie czymś więcej niż tylko sportem. Nauczył mnie dyscypliny i umiejętności panowania nad własnym ciałem, a także otworzył mnie na innych ludzi. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej pasji. W ten sposób wyrażam swoje uczucia i emocje oraz mogę się na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości i zapomnieć o wszystkich problemach.

Żeby osiągnąć sukcesy w tańcu trzeba ciężko pracować i systematycznie chodzić na treningi.
Oczywiście nie można nikogo zmuszać do tańca, ponieważ osoby, które nie chcą się tego nauczyć, z pewnością nie zostaną nigdy dobrymi tancerzami.
Chodziłam już do wielu szkół tańca, gdzie tańczyłam głównie jazz i taniec współczesny. Razem z moim zespołem brałam udział w wielu turniejach oraz pokazach na terenie całej Polski. Uprawiałam również gimnastykę artystyczną przez pewien czas, gdzie nauczyłam się wielu rzeczy, które potem wykorzystałam w tańcu. W ciągu kilku ostatnich lat wiele się nauczyłam i jestem coraz lepsza w tym co robię.

Od tego roku chodzę do studia tańca High Definition, gdzie tańczymy różne style tj. jazz, street-jazz, house, dancehall.
Chętnie chodzę na treningi, poznałam tam wiele ciekawych osób i jest tam świetna atmosfera. Aktualnie ćwiczymy różne choreografie, oraz doskonalimy swoje umiejętności i technikę, rozciągamy się itp. W tym roku będę miała mój pierwszy duet street-jazz, co oznacza też dodatkowe godziny treningów. Uczęszczam tam 3 razy w tygodniu, a każdy trening trwa 1,5-2 godz. Mimo tego znajduję również czas na naukę i spotykanie się z przyjaciółmi. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć jakąś pasję, coś co kocha robić. Każdy ma talent do czegoś, lecz niektórzy po prostu go jeszcze w sobie nie odkryli.
Mam nadzieję, że taniec zawsze będzie częścią mojego życia i będzie mi dawał tyle satysfakcji , jak do tej pory.

Martyna, 2A

Ekscentrycznie i makabrycznie, czyli film godny polecenia wg Szczepana

Czy wiecie, kim jest Tim Burton?

To amerykański reżyser, producent i scenarzysta filmowy. Jego filmy od dawna bardzo mi się podobają. Swoje marzenia, niezwykłe fantazje i lęki przenosi na ekran, tworząc magiczny, ekscentryczny świat. Tim Burton ma niebywale konsekwentny filmowy styl, a meandry jego wyobraźni zdają się nie mieć końca w coraz to nowych różnych projektach!
Po świetnej „Gnijącej pannie młodej” (film animowany) za kolejny cel wziął sobie przeniesienie na ekrany brodwayowskiego legendarnego musicalu, który był ekranizowany już kilkakrotnie – począwszy od 1926 roku, kiedy to powstał pierwszy film, jeszcze niemy.
Obejrzałem „Sweeney Todd: Demoniczny Golibroda z Fleet Street” w reżyserii Tima Burtona.

Czy Burton był w stanie wnieść coś nowego do słynnej opowieści?
Otóż tak! I to w jakim stylu! Na film czekało wielu za sprawą akcji promującej film nazwiskiem reżysera znanego z nietypowych i oryginalnych wizji.
Tytułowy bohater – Sweeney Todd (w filmie – Johnny Depp) to postać fikcyjna, która pojawiła się w angielskich publikacjach w połowie XIX wieku. On oraz jego partnerka Nellie Lovett (w filmie -Helena Bohnam Carter) byli opisywani jako najwięksi mordercy XVIII wieku.

Sweeney Todd miał być świetnym golibrodą, który powraca po karze nałożonej niesłusznie przez skorumpowanego sędziego Turpina (w filmie –Alan Rickman). Gdy na jaw wychodzi, że żona się otruła, a córkę trzyma pod kluczem sędzia, Sweeney Todd poprzysięga krwawą zemstę… Jako golibroda, przy okazji strzyżenia swoich pacjentów, morduje ich precyzyjnym cięciem w szyję swoją „demoniczną” brzytwą. Pomaga mu w tym sąsiadka pani Lovett, która zyskuje nadzienie do słynnych na cały Londyn pasztecików… Jednakże nikt nie wie, że ich tajnym składnikiem są – ofiary golibrody…
Postacie ubrane w wiktoriańskie stroje, w niecodziennych fryzurach w klimacie gotyckiego, mrocznego Londynu tworzą przerażającą, ale i niezwykłą scenerię. Otrzymujemy niecodzienne połączenie wesołych i chwytliwych piosenek z makabrycznym, mrocznym tekstem. Takie przeciwieństwa idealnie współgrają ze sobą, tworząc groteskową , ponadprzeciętną i oryginalną opowieść. Tim Burton wiedział, co robi, wybierając Johnny’ego Deppa i Helenę Bohnam Carter do głównych ról. Wcielają się w swoje role całymi sobą. Starają się wiarygodnie uwydatnić charaktery tych postaci i są w tym bardzo przekonujący. Na dodatek według mnie, Bohnam Carter posiada idealną urodę i rysy twarzy do tego rodzaju filmów i klimatu wiktoriańskiej Anglii.
Choć mieszane uczucia mogą budzić wykonywane piosenki, miażdżące głosy krytyków są przesadzone. To prawda, że aktorzy śpiewają tylko poprawnie(i raczej nierówno), ale podczas seansu te potknięcia się wybacza (za wyjątkiem okropnej piosenki „I feel you, Johanna”). Osobiście, nic do głosu aktorów nie mam i nie rozumiem zarzutów innych recenzentów. Owszem, Deep nie posiada powalających zdolności wokalnych, ale naprawdę całkiem sprawnie ze śpiewaniem sobie poradził, podobnie jak pozostała część obsady. Większość piosenek jednak sprawia wrażenie bardziej przegadanych niż faktycznie wyśpiewanych.
Aktorsko natomiast „Demoniczny golibroda” błyszczy. Johnny Depp po raz kolejny udowadnia, że świetnie się czuje, współpracując z Burtonem. Nie ustępuje mu kroku w tym Helena Bohnam Carter, a na drugim planie lśni niezawodny Alan Rickman (znany np. jako Snape z np. serii filmowej o Harrym Potterze). Dodatkowo mamy dwie wisienki na torcie w postaci epizodów Timothy’ego Spalla i Sachy Barona Cohena. Poza tym wszelkie wady filmu gubią się dzięki ciekawej fabule prowadzonej niezawodną ręką Burtona – wizjonera.

Technicznie film jest fascynujący – ponury, brudny, skapany w ciemnych barwach wiktoriańskiego Londynu. W ujęciach autora zdjęć Dariusza Wolskiego(polski akcent!) robi niesamowite wrażenie (genialna scena z kamerą wariującą po londyńskich ulicach). Świetny klimat potęguje dobra muzyka.
Film nie zaskoczył mnie swoją niekonwencjonalną formą i mrocznym klimatem. Po Burtonie spodziewałem się dokładnie tego, co zaoferował. Jako, że reżyser skradł moje serce na długo przed wyreżyserowaniem „Demonicznego golibrody”, moja ocena filmu jest zdecydowanie subiektywna. To świetna opowieść i sposób jej przedstawienia jest najlepszy z możliwych. Warto pójść na film ze względu na samego reżysera oraz na wspaniałą obsadę. Niestety, zdaję sobie sprawę, że nie każdemu ten rodzaj kina przypadnie do gustu. Tim Burton wypracował znany nam „burtonowski” styl, a jego filmy do łatwych nie należą. Nawet jego bajki i animacje są mroczne i przepełnione makabreską… Polecam ten film przede wszystkim koneserom sztuki filmowej, którzy lubują się w twórczości wizjonera o charakterze gotyckim, mrocznym i oryginalnym. Jako całość artystyczna to pełna i fascynująco zekranizowana opowieść.
Tim Burton – albo pokocha się jego twórczość albo przejdzie obojętnym lub wręcz znienawidzi… To artysta wizjoner. To kolejne udane dzieło. To interesujący , doskonale technicznie i dobrze zagrany musical. Nie jest to, co prawda nowa jakość gatunku, ale Burton nie schodzi poniżej pewnego poziomu, co swoim filmem dobitnie potwierdza.

 

Szczepan, bardzo dziękujemy za przesłanie swojej recenzji. Jest naprawdę genialna! 

Redakcja Szkolnego Bloga