Poradnik dla nieporadnych smakoszy, czyli M. podpowiada jak przygotować pyszne przekąski.

Witajcie, zbłąkani wędrowcy!

Skoro już dostaliście się do mojego skromnego kącika, warto żebym go i siebie pokrótce przedstawiła.

Mam na imię Głodna (Monika) i  będę zamieszczała tu najciekawsze przepisy na proste i, w większości zdrowe 😉 lunche, które sami będziecie mogli zrobić w domu!

Jeśli mam być szczera, to tyle ile mam do powiedzenia, heh. Zapewne zobaczymy się w kolejnym przepisie.

Ciao!

M.

A oto pierwsze propozycje…

Dwie przyjemne, szybkie do zrobienia i zdrowe sałatki.  zachęcam do samodzielnego wykonania i… zjedzenia!

„Hummusowe wariacje- wersja w kolorach jesieni”

 Potrzebne będą:

– jedna duża marchew lub opakowanie „baby” marchewek,

– 2-3 łyżki hummusu paprykowego,

– pół papryki, oraz owoc jako dodatek słodyczy, np.: jabłko.

Przygotowanie

Pokrój marchew i paprykę w słupki. W przypadku użycia typu „baby” wystarczy odpakować je i wrzucić do pudełka na lunch.

Podziel owoc na odpowiednie kawałki np. jabłko na ćwiartki. Nałóż trochę hummusu do specjalnego zbiorniczka i… gotowe.

Smacznego!

„Królowa klasyków, czyli sałatka grecka”

Składniki:

– dwie garści miksu sałat (dowolnego),

– garść czarnych oliwek,

– trochę fety,

– 2-3 łyżki oliwy z oliwek.

Przygotowanie

Zmieszać sałaty, oliwki, fetę i pomidorki ze sobą. Dodać oliwę i znów przemieszać. Opcjonalnie można dodać jeszcze zioła i… gotowe!

Smacznego!

 

 

 

 

„Ten kto rysuje, to krytykuje i wskazuje błędy. Natomiast ten, kto się tym nie interesuje, chwali…” – tak twierdzi Dawid Chrobak, uczeń klasy III d, mówiąc o swojej pasji.

Przeprowadziłam wywiad z Dawidem Chrobakiem, uczniem klasy III d, na temat jego pasji do rysowania.

Co spowodowało, że zacząłeś się tym zajmować?

Wszystko zapoczątkowały japońskie bajki. Większość osób uważa, że są

one dla dzieci. Sam kiedyś tak sądziłem. W wakacje zacząłem je oglądać, z powodu nadmiaru wolnego czasu. Nie spodziewałem się, że aż tak mnie zaciekawią. Po jakimś czasie stwierdziłem, że właśnie to chcę robić. Rysować i wymyślać takie historie oraz tworzyć komiksy.

Od ilu lat zajmujesz się rysowaniem? 

To dość skomplikowane pytanie, ponieważ nie zwracałem na to uwagi. Na początku mojej edukacji w gimnazjum, coś sobie „smarowałem” ołówkiem w notesie.

Rozwinęło się to, jak już mówiłem, w wakacje po pierwszej klasie. Wiesz, kiedy zaczynasz się czymś pasjonować, to czas nie jest istotny. Najczęściej mija on bardzo szybko.

Czy uczęszczałeś/uczęszczasz na zajęcia artystyczne? Czy uczyłeś się sam w domu?

Pierwsze osiem miesięcy starałem się uczyć sam w domu. Później szukałem w Internecie jakiś ofert dotyczących nauki rysowania. Trafiłem na osobę, która prowadziła tego typu zajęcia dla uczniów liceum. Co ciekawe, wcześniej ta osoba uczyła szkicować mangi!

Teraz uczęszczam na dwa kursy, które są prowadzone przez tę osobę. Jednak są o nieco innej tematyce.

Kiedy dostrzegłeś, że ta forma spędzania czasu zaczyna być Twoją pasją?

Dokładnie nie wiem. Najprawdopodobniej miało to miejsce, gdy rodzice dali mi karę na komputer. Nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić. Tak więc, zacząłem przerysowywać z losowej książki rysunki. Później, były momenty, że mogłem rysować cały dzień. Innego dnia nie miałem na to ochoty. Jednak za każdym razem, gdy zaczynałem to robić, czerpałem z tego wielką radość. Gdy widziałem efekt końcowy, czułem satysfakcję. Wydaje mi się, że właśnie wtedy zrozumiałem,  że to jest to.

Co preferujesz szkicować? Portrety czy krajobrazy?

Zdecydowanie portrety, ponieważ gdy zaczynałem swoją przygodę z rysunkiem, robiłem to z myślą o komiksach. Przez przynajmniej miesiąc, jak nie dłużej, rysowałem tylko postacie z mangi. Następnie zabrałem się za szkicowanie ludzi w rzeczywistości. Na początku było trudno. Lecz po paru próbach wychodziło mi to coraz lepiej. W końcu praktyka czyni mistrza! 🙂

Co inni sądzą o Twoich rysunkach, gdy je widzą? Bardziej krytykują, czy komplementują?

Szczerze mówiąc, zależy od osoby. Osoby widzące moje szkice mają dwa podejścia. Ten kto rysuje, to krytykuje i wskazuje błędy. Natomiast ten, kto się tym nie interesuje, chwali. Muszę poćwiczyć rysowanie kompozycji, ponieważ z tego co słyszałem, jest to potrzebne w liceum plastycznym.

Czy zamierzasz pójść w tym kierunku? Czy w przyszłości wolisz zajmować się czymś innym?

Chciałbym. Jednak mam wiele dylematów. Moim pierwszym celem jest dostanie się do liceum plastycznego. Niestety jest możliwość, że nie uda mi się tego osiągnąć. Wtedy pójdę do normalnego liceum, ale będę uczęszczał na dodatkowe zajęcia. Na studia ciężko będzie się dostać bez liceum artystycznego, ale będę robił wszystko, co w mojej mocy, by się tam dostać. Gorzej z zawodem. Ciężko będzie znaleźć dobrze płatną pracę. Dlatego stwierdziłem, że zostanę grafikiem. Jest to współczesna forma pracy dla szkicowników. Jest to też, najłatwiejszy sposób  by połączyć wszystko razem, czyli szkicowanie z dobrym zarobkiem.

Czy uważasz, że posiadanie pasji jest ważne w życiu człowieka? Czy można obejść się bez niej?

Myślę, że można. Chociaż uważam, że bez tego życie jest smutne oraz bezcelowe. Kiedy ma się jakiś cel, coś czym można „zająć ręce”, wtedy wszystko nabiera takiego charakteru. Dlatego zachęcam każdego, by poszukiwał swojej pasji, a jeżeli już ją ktoś ma, to by ją pogłębiał.

Przepytywała: Julia Bieniasz

Zwierzał się: Dawid Chrobak

„DOBRZE WIDZI SIĘ TYLKO SERCEM. NAJWAŻNIEJSZE JEST NIEWIDOCZNE DLA OCZU”

Współczesny świat ogarnęła kultura środków masowego przekazu. Media zawładnęły ludzkimi umysłami, wypłukując z nich resztki człowieczeństwa. Ten tzw. „postęp” doprowadził do tego, że dzisiejsze społeczeństwo ma zakodowane następujące hasło: „Za pieniądze można wszystko”. Przyjaźń i miłość zatraciły swą wielkość na rzecz korzyści, jakie mogą przynieść te uczucia. Współczesny człowiek, stojąc bezradnie we wnętrzu „zmaterializowanej” rzeczywistości niczym kupujący w gigantycznym supermarkecie, wybiera zazwyczaj produkty piękne i starannie zapakowane, od tych zawierających np. wartości odżywcze. Wybiera bogactwo i piękno fizyczne, pomijając to, co najważniejsze – serce, w którym ukryty jest najcenniejszy skarb człowieka i żądna cena nie jest w stanie przewyższyć jego wartości.

Wśród tych realiów dzisiejszego świata na półce między setkami książek stoi „Mały Książę” Antonie de Saint-Exuper’ego i krzyczy, że „dobrze widzi się tylko sercem”. Nasz świat jest jednak głuchy na te wołania. Nie dostrzega jak wspaniale być Małym Księciem, który potrafi oceniać ludzi, patrząc najgłębiej, bo na samo dno serca. Zrozumiał to, kiedy na Ziemi ujrzał tysiące innych róż, tak samo cudownych jak ta należąca do niego. Zdał sobie sprawę, że pod płaszczem nadzwyczajnego piękna i czarującego zapachu tylko jego róża ma prawdziwy skarb. Tylko dla niej poświęcał swój czas, tylko ją pielęgnował, o nią się bał, tylko ona miała dla niego ogromne znaczenie. „Jesteście piękne, lecz próżne. Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja różą wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem [..] Ponieważ… jest moją różą.”- powiedział innym różom.

Oswoił” się także z lisem, który początkowo wydawał się zwykłym -zwierzęciem podobnym do miliona na naszej planecie.

Zrobił” go swoim przyjacielem, bo oprócz wyglądu zewnętrznego dostrzegł w nim cudowny blask, który sprawił, że wspaniale -się dogadywali wspólnie spędzali czas, stali się dla siebie jedyni na świecie.

Mały Książę, nie zwracał uwagi na stan konta, wyposażenie mieszkania czy pozycję społeczną. Wiedział, że liczy się dobroć, cierpliwość i ta wyjątkowość, która pozwala stawiać przyjaźń na najwyższym podeście w hierarchii wartości. Przyjaźń czystą, prawdziwą, z głębi serca, bez pokrywy kłamstwa, egoizmu czy pieniądza.

Jakże wspaniale jest „stworzyć więzy”, mocne, trwałe które są w stanie przezwyciężyć wszelkie przeciwności. Jakże cudownie mieć pewność, że obok ciebie stoi ktoś, kto poda ci wodę, gdy będziesz spragniony, przykryje kloszem, by ochronić cię przed przeciągiem, zabije gąsienice, by nie stanowiły dla ciebie zagrożenia. Posłucha twych skarg, twych przechwałek, a

czasem twojego milczenia. I nie będzie przy tym doskonałą pięknością, nie będzie bogaczem czy egoistą, „na szczęście”.                                  

Będzie tylko twój i tylko dla ciebie, wyjątkowy i niepowtarzalny.

Aktualnie na świecie brakuje Małych Książąt. Spotyka się ­ zbyt wielu niewiernych Tomaszów, którzy „nie uwierzą, dopóki nie zobaczą czy dotkną”. A przecież łatwiej jest poczuć miłość, przyjaźń lub dobro bijące z wnętrza drugiego człowieka w imię prawdy lisa, która dziś powinna widnieć na każdym szyldzie.

Brzmi ona tak: „NAJWAŻNIEJSZE JEST NIEWIDOCZNE DLA OCZU”.                                                                                                                                              

Tekst: Idealistka
 Rysunek: D. Chrobak

„Gramy przed sobą ludzi, co dojdą dalej niż tam, gdzie są obecnie…”, czyli porozmawiajmy o naszych rozterkach.

Każdego kolejnego, banalnego dnia spotykamy setki ludzi na ulicach naszych miast. Każdy z tych ludzi ma swoją historię, czasami zupełnie nam obcą, czasami bardzo dla nas odległą. Nie znamy ich i często nie będziemy mieli okazji poznać. Dziwne, ale nierzadko udajemy ludzi, którymi wcale nie jesteśmy tylko po to, by zaimponować innym. Dlaczego to robimy? Czyżbyśmy bali się, że to jakimi jesteśmy naprawdę, im się nie spodoba?

Myślę, że lękamy się odtrącenia.

Niekiedy zakładamy odpowiednią maskę. Staramy się być takimi, jakimi myślimy, że chcą nas postrzegać inni. To błędna droga, ale myślę, że wydaje się łatwiejsza. Czasami nie panujemy nad swoimi zachowaniami i nawet nie zauważamy, że nie jesteśmy sobą. Ludzie to naprawdę dobrzy „aktorzy”, co łatwo zaobserwować w życiu codziennych każdego. Często błądzimy i gubimy się… („Dlaczego ciągle kłamiesz i gubisz się w słowach?” DKA), ale tylko po to, by na nowo wrócić na właściwą ścieżkę. 

 

Uczymy się na cudzych, lecz częściej na swoich własnych błędach („Uczę się na błędach, bez błędów jest trudno. Ja też kiedyś spadłem na dno, wiem że nie jest łatwo.” DKA) . Jednak z reguły udając kogoś, kim się nie jest, nie zyskujemy wielu korzyści. Wprost przeciwnie, wynika z tego wiele niepowodzeń i komplikacji. Swoją drogą, sądzę, że przyjemniej jest być sobą i wiedzieć, że ludzie, którym ufasz, w mniejszym lub większym stopniu kochają i szanują Cię za to, jaki jesteś, a nie za to, kogo udajesz.

Nawołuję więc do tego, abyśmy po prostu byli naturalni i myślę, że to pomoże nam brnąć przez życie, bo każdy z nas stworzony jest do czegoś innego. Każdy na swój sposób jest potrzebny innym, ma swoją wartość i najwięcej może ofiarować innym, będąc takim, jakim się urodził, bo jest kolejnym niedoścignionym skarbem na Ziemi.

JUSTINE

Konkurs na rozpoznawanie nauczycieli rozstrzygnięty!

Dziękujemy wszystkich za zainteresowanie. Oglądanie zdjęć z dzieciństwa naszych nauczycieli pokazało, że łatwo można pomylić chłopca z dziewczynką i na odwrót. Tylko nielicznym udało się poprawnie wytypować. Czas na demaskację i podanie, kogo oglądacie na tych zdjęciach. Otóż…

Nr 1, 2 to p. M. Dużalska i p M. Iwin.

 

Nr 3,4 to p. M. Różański i p. S. Kazimierczak.

   

Nr 5, 6 to p. L. Grzegorczyk i p. Dyr. M. Grenda.

 

Nr 7, 8  to p. E. Jędrzejewska i p. R. Kurtyka.

   

Nr 9, 10, 11  to p. E. Dussel,  p. J. Majka – Nosal i p. P. Perz.

    

Wśród autorów komentarzy, zgodnie z zapowiedzią, urządziliśmy losowanie w Perzolotku.

Wylosowane osoby to: Natalia Turek, Natalia Jarosz i Karolina Wróbel.

Trafią do nich słodkie nagrody. Gratulujemy!

Redakcja

ROZPOZNAJ SWOJEGO NAUCZYCIELA I WYGRAJ NAGRODĘ!(koincydencja z Dniem Nauczyciela zupełnie przypadkowa)

Niespodzianka  dla wszystkich uczniów XVI LO i czytelników  „Szesnastki w toku” w nowym roku szkolnym!

Rozpoznaj swojego nauczyciela i wygraj nagrodę specjalną!

Za zgodą członków Szanownego Grona Pedagogicznego XVI LO prezentujemy zdjęcia  nauczycieli z okresu, kiedy jeszcze pojęcia bladego nie mieli, że będą naszymi belframi. Jeżeli uda Wam się rozpoznać kogokolwiek, wpisujcie swoje odpowiedzi w komentarzach. Wśród najtrafniejszych odpowiedzi wylosujemy w Perzolotku (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) zwycięzców, którzy otrzymają słodkie nagrody!                                                                     Redakcja

Zdjęcie nr 1  i 2.

Zdjęcie nr 3 i 4.

Zdjęcie nr 5, 6 i 11.

Zdjęcie nr 7 i 8.

Zdjęcie nr 9 i

nr 10 (dla ułatwienia – chodzi o dziewczynkę!).

Dziwaki i dziwolągi to moi ulubieni bohaterowie, czyli jakie filmy warto obejrzeć w czasie wakacji według Dominika

Propozycja pierwsza -„What We Do In The Shadows”(Co robimy w ukryciu)

Reżysera Taiki Waititi odkryłem dość niedawno, czekając na „Thor: Ragnarok”. Sam zwiastun pokazywał nam kompletnie inne spojrzenie na Thora, co zachęciło mnie do poznania jego poprzednich filmów.

W miejskiej bibliotece znalazłem „Co robimy w ukryciu”. Film Waititiego jest tzw. „mockumentary”, czyli udającym dokument. Opowiada on o czwórce wampirów mieszkających w Nowej Zelandii. Obserwujemy ich codzienne życie – trzymanie się rozkładu prac domowych, szukanie ofiar do zjedzenia, próby dostania się do nocnych klubów.

Grający aktorzy mają pomiędzy sobą taką chemię, że czuje się, jakbyśmy weszli do ich domu. Viago – grany przez samego Taike – jest dandysem z XVII w. Próbuje utrzymać w domu czystość i porządek. Vladislav (Jemaine Clement) był za to łowcą czarownic, które nabijał na pal. Petyr (Ben Fransham) jest klasycznym, bladolicym wampirem ze szpiczastymi uszami, siedzącym cały czas w piwnicy.  Ostatnim  i najmłodszym z nich jest Deacon, grany przez Jonna Brugh. Jako stereotypowy „nastolatek”, chce więcej luzu i polowań na ludzi w nocy.

Film jest pełen nawiązań do „klasyki wampirowej” – np. Petyr  jest jakby żywcem wyciągnięty prosto z filmu o Nosferatu. Całym sercem polecam ten film, jak również inne dzieła Taiki Waititi.

Propozycja druga – „Hellboy”

O Guillermo Del Toro mogliście usłyszeć przy dwóch okazjach – oglądając „Labirynt Fauna”, film uznany za klasykę gatunku albo oglądając oskarowy „Kształt wody”. Jednak jeszcze przed „Labiryntem..”, w 2004 roku, reżyser nakręcił „Hellboya”, adaptację kultowego komiksu stworzonego przez Mike’a Mignole.

W filmie poznajemy historię piekielnego pomiotu przyzwanego przez Rasputina w celu wygrania wojny przez nazistów. W ostatniej chwili amerykańscy żołnierze atakują miejsce kultu, a profesor Trevor Bruttenholm zabiera chłopca ze sobą i wychowuje jak syna. Właściwą fabułę zaczynamy kilkadziesiąt lat później, gdzie doświadczony już Hellboy (idealnie obsadzony Ron Perlaman) wraz z czarodziejką Liz Sherman i stworzeniem o imieniu Abe Sapien (który wygląda jak skrzyżowanie człowieka z rybą) poluje na potwory dla organizacji rządowej. Kiedy Rasputin wraca do żywych, próbuje zmusić Hellboya do spowodowania zagłady świata. Scenariusz jest dobrze napisany. Jest wiele momentów akcji i chwile, w których głębiej poznajemy postacie.

Przez cały film przewijają się miejsca, które aż ociekają stylistyką Del Toro – siedziba organizacji, kanały, uliczki miasta czy miejsce akcji finału. Tworzy to z postaciami niepowtarzalny klimat całego filmu. Jeśli obejrzałeś już pierwszą część, polubiłeś postaci i chciałbyś do nich wrócić, obejrzyj część 2 – „Hellboy i Złota Armia”!

Recenzował Dominik Makowski

Jako nastolatek nie byłem grzeczny… – twierdzi Dyrektor XVI Liceum Ogólnokształcącego mgr Maciej Grenda

Przeprowadziłyśmy wywiad z Panem Dyrektorem Maciejem Grendą

Panie Dyrektorze, co zdecydowało o wyborze zawodu?

Zawsze miałem styczność ze sportem. Od pierwszej klasy podstawówki poprzez technikum, a następnie pięcioletnie studia na AWF-ie. Łącznie 18 lat związanych ze sportem. Ścieżka kariery była jednoznaczna. Chciałem zostać nauczycielem wychowania fizycznego.

Jak wyglądała Pana droga zawodowa od nauczyciela wychowania fizycznego do dyrektora?

Droga była bardzo krótka. Poprzednia dyrekcja w związku z reformą oświaty i wygaszaniem gimnazjum zakończyła swoją kadencję. Stanęliśmy przed wyborem, czy dyrektorem będzie ktoś z naszego grona, czy ktoś z zewnątrz. Wspólnie zdecydowaliśmy, że nikt nie zna placówki tak dobrze, jak my. W związku z tym wystartowałem w konkursie na dyrektora . Wygrałem i objąłem funkcję dyrektora XVI Liceum Ogólnokształcącego. Placówka od 16 lat jest moim drugim domem.

Czy narzeka Pan na swoją pensję?

Nie, uważam że pensja nauczyciela w Polsce jest dobra. Oczywiście, każdy chciałby więcej.  Nauczyciel zawsze ma możliwość dorobienia pieniędzy do pensji, jak każdy człowiek.

Czym zajmuje się Pan poza pracą?

Moim hobby jest żużel. Jestem fanem Speedway’a – Żużlowej Ligi Świata. Nie wiem, czy wiecie, ale tuż po ostatnim festynie pojechałem na Stadion Narodowy, by kibicować naszym wspaniałym zawodnikom.

Jak Pan spędza wolny czas?

Mam go bardzo mało. Weekendowo korzystam z relaksu w ogródku, czytam książki, grilluję. Lubię zajmować się roślinami i je pielęgnować.

Ulubiona potrawa?

Jestem kucharzem! Trudno mi powiedzieć, co jest moim ulubionym daniem. Gdybym już musiał wybrać, to będzie to polędwica  w sosie koniakowo-pieprzowym.

Nauczył się Pan gotować dzięki rodzicom?

Zdecydowanie jestem samoukiem. W wieku 19 lat wyjechałem z Gorzowa, z którego pochodzę. Musiałem sam nauczyć się gotować. Z czasem  stało się to również moją pasją. Żona  dzięki temu zakochała się we mnie i tak jest do dnia dzisiejszego.

Był Pan grzecznym nastolatkiem?

Mówiąc prawdę, to nie. Uczyłem się w technikum elektrycznym, gdzie w klasie było 30 chłopców. Testosteron często brał górę, więc nie mogę powiedzieć, że byłem grzeczny. Już teraz wiecie, dlaczego jestem tak wyrozumiały w stosunku do Was.

Chociaż 2 grzeszki z czasów młodości…

Dwa grzeszki,  hmm… Często wagarowaliśmy, szczególnie na przedmiotach technicznych, za którymi niezbyt przepadałem. A drugi grzech to fakt, że uwielbiałem wycieczki klasowe i to powinno Wam wystarczyć.

A jakie przedmioty lubił Pan w szkole?

Chemia, fizyka, matematyka, wszystkie ścisłe. Nawet startowałem w olimpiadach przedmiotowych. Byłem finalistą z chemii, co później ułatwiło mi skończenie studiów z wysokim wynikiem.

Kto jest Pana największym idolem i dlaczego?

Zdecydowanie moja żona Agata. Zawsze ma wszystko zaplanowane od A do Z. Jest uporządkowana, perfekcyjna w tym, co robi. Zawsze mogę na niej polegać. Ze mną bywa różnie. Często w natłoku obowiązków o czymś zapominam.

Która kobieta według Pana wstrząsnęła światem?

Ze współczesnych kobiet to Margaret Thatcher. Uważam, że zmieniła ona świat. Doceniam również rolę królowej Elżbiety –  90 letnia kobieta, która świetnie zarządza swoim krajem, mając przy tym wielki szacunek wśród Brytyjczyków. To jest wyczyn!

Pana sposób na romantyczną randkę?

Jestem domatorem, więc jeżeli mamy okazję z żoną spędzić wspólnie czas, to robimy romantyczną kolację na naszym tarasie ogrodowym. Z racji, że ja lubię gotować, a moja żona lubi jeść moje potrawy, oboje możemy zrealizować swoje pragnienia podczas romantycznej kolacji.

Dokąd chce Pan się udać na wakacje?

Razem z żoną planujemy odwiedzić Portugalię – Lizbonę i Porto, chociaż jej marzeniem była Skandynawia. Wspólnie w przyszłości planujemy zwiedzić też Nowy Jork i Zanzibar.

Gdyby mógł Pan zostawić sobie tylko jedno wspomnienie, to co by to było?

Tylko jedno? Bycie przy narodzinach mojej córki.

Za co Pan lubi „Szesnastkę”?

Przede wszystkim za cudowną młodzież. Lubię moich współpracowników, którzy uczą Was z pasją, chcą rozwijać tę szkołę, bo widzą w niej potencjał. Jesteśmy jedynym liceum w województwie zachodniopomorskim, które przekształciło się z gimnazjum. Nie jest nam łatwo. Ludzie w Szczecinie są tradycjonalistami, więc jako nowej szkole trudno nam się przebić. Mamy jednak pomysły i wizję, jak ta szkoła będzie wyglądać za parę lat, więc wierzymy w nasz sukces.

Ten sukces to Pana wizja?

Ja jestem tylko głową, mam również swoich współpracowników, m.in. Panią wicedyrektor mgr Agnieszkę  Kurdel, która jest moją szyją.  Mam pomysł na nasze liceum,  jednak nie jestem w stanie zrobić tego sam. To jak wygląda nasza szkoła jest zasługą wszystkich pracujących nauczycieli, pracowników administracji i obsługi.

Życzymy zatem spełnienia każdej szalonej wizji!

Dziękuję, serdecznie pozdrawiam wszystkich pracowników i uczniów. Życzę udanych, gorących, kreatywnych wakacji!

 

Rozmowę przeprowadziła Sylwia Marczak i Stella Roszak

 

Za co kocham pisanie?

Za co kocham pisanie?   Za siłę i moc.

Słowa, nie mając ciała i nie będąc jakąkolwiek formą życia, mają potężną moc.

Ich siła potrafi złamać serce, pokonać najdzielniejsze stworzenie świata, wręcz zabić. Słowami jednak też okazujemy miłość, która daje radość i przywraca życie.

Za co kocham pisanie?  Za wrażliwość emocjonalną.

Każdy, kto pisze, wie, że wszystkie zdania i słowa w każdym wersie wypływają prosto z serca i zmieniają człowieka już na zawsze, i nie da się pisząc, pozostać wciąż tą samą osobą. Inaczej  to, co robimy, nie wypływa z miłości czy też z wrażliwości, ponieważ piszemy całą swą osobą i każdą najmniejszą cząstką naszej duszy.

Za co kocham pisanie? Za uczenie pokonywania trudności.

Nie jest łatwo układać piękne zdania czy tworzyć cudowne słowa opasane wstęgą uczuć, to wcale  nie wypływa ot tak, to nie jest talent, czy też przypadek, ponieważ pisanie jest sztuką piękną i niezłomną, lecz wymagająca cierpliwości, wytrwałości i wielkiego poświęcenia, ciężkiej pracy, za którą kryją się tysiące błędnie ułożonych słów czy też wielogodzinne poprawki pierwszych, trzech linijek.

Jest też wiele dni, kiedy chciałbyś zrezygnować, porzucić to wszystko, tę poezję, obserwację i każde zapisane słowo w wierszu, lecz wkrótce odkrywasz , że pisanie stało się dla ciebie jak tlen i potrzebujesz nim oddychać, a wtedy zdajesz sobie sprawę, że to właśnie znaczy to słynne „być” pisarzem, czy też poetą.

Za co kocham pisanie? Za tworzenie nowych światów.

Pisarze muszą być silni, naprawdę bardzo silni. Nie jest to łatwe, potrzeba odwagi, aby pokazać swoj duszę, w której są utkwione słowa. Ci wszyscy ludzie są inni, wyjątkowi, na pewien sposób, a zarazem wewnętrznie ze sobą sprzeczni, co niekiedy wpływa na opinie ludzi i to w bardzo niesprawiedliwy i krzywdzący sposób. Pisarz jest świetnym obserwatorem i potrafi słuchać (nawet ciszy) oraz dostrzegać najmniejsze rzeczy. Potrafi zauważyć w kropli deszczu –  morze, wielkie morze łez lub krystaliczną postać nieba… To wielka wyobraźnia, to własny  odrębny świat…

Moim ulubionym poetą jest Edward Stachura. Mówi on często o „wędrówce”. Każdy człowiek wrażliwy na słowa jest wytrawnym poszukiwaczem. Wędruje sam w pogoni za prawdą, za dobrem, za jasnością. Idzie naprzód i obserwuje ten świat, a potem „tworzy” go w swojej poezji.

Edward Stachura stworzył niezwykłe i cudowne dzieła, które są dla mnie wielką inspiracją, tak jak i niesamowita historia jego życia, opleciona muzyką, poezją, Francją oraz przyrodą. Jednak jego „koniec” poświadczył tylko to, że był artystą,  niezwykłym  człowiekiem, który niestety się poddał. Co  jednak właściwie znaczy stworzyć coś pięknego, tak jak on? Zawsze wiedziałam, że takie utwory są bardzo osobiste, naznaczone i napełnione ludzkimi uczuciami. Są prawdziwe i wzruszają do granic  pojęcia,  pozostawiają po sobie pewne ślady, które zostają już z nami na zawsze. Umieją to zrobić tylko mędrcy, ludzie wielcy duchem. Dla mnie kimś takim jest Stachura.

Wiele mi brakuje do bycia pisarką i wciąż się uczę. Pomimo, że robię to już od pięciu, czy też sześciu lat, każdego dnia nabywam coraz większych umiejętności, gdyż jest to ciężka praca. Pisarz nie może się poddać i musi walczyć o siebie i swoją twórczość, a dopóki to robi, to nie staje na przegranej pozycji. Do tego potrzebna jest wytrwałość, chęć uczenia się oraz nadzieja na osiągniecie celu.  Wiem, że dam radę napisać kiedyś wielkie i cudowne dzieło, które poznają inni ludzie. Nie jest łatwo pisać, jak już mówiłam, ale dla mnie to jest życie. Kocham to i nie przestanę tego robić, ponieważ to jest mój cel na Ziemi. Słowem możemy uczyć innych, uszczęśliwiać oraz dawać wskazówki dotyczące tej długiej, ludzkiej wędrówki.

Natalka G.

Wyobraź sobie, że jesteś… muchą…

Wyobraź sobie, że jesteś… muchą…  Co czujesz? Co Cię interesuje? Czym się zachwycasz? Czy myślisz o śmierci?

„Jestem Muchą”

          Jestem Muchą. Żyję już kilka dni. Niedługo umrę…

Jak się czuję, pytasz? Pełna życia! Albo strachu. Czym są emocje? Dlaczego je czujemy? Co spotka mnie po śmierci? Reinkarnacja czy niebo?  A może coś zupełnie innego?

Boję się… Latam w kółko przy jakimś drzewie w parku. Co jest ze mną nie tak? To chyba z nerwów. Gdybym była człowiekiem, pewnie  w tej chwili popłakałabym się ze strachu.

 

Kocham być Muchą. To życie jest takie proste. Wiem, że niedługo się skończy. Czuję to. Jestem przerażona do granic możliwości. Kiedy to się stanie? Jak? Gdzie? Dlaczego? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Powinnam zmienić trasę przelotu. Ciągłe robienie kółek źle się skończy dla mnie. Przelatuję kilka razy park wzdłuż i wszerz. Widzę szczęśliwych ludzi, którzy spędzają razem czas. Biegające psy bawiące się z właścicielami. Ptaki latające i śpiewające. Robactwo żyjące w glebie. Słońce świeci. Rośliny żyją.

Czy warto się martwić, co przyniesie jutro? Śmierć czy owocne życie? Nie chcę o tym myśleć. Tak. Boję się, ale to wszystko,  nie jest warte moich nerwów. Co się stanie, to się stanie. Żyję dzisiaj. Jutro? Nie mam pojęcia, ale będę żyć chwilą!

Leila Mazgoła